Zmiana w życiu - czy musisz dojść do ściany, żeby coś się zmieniło?

„No dobrze, ale kiedy ja w końcu zobaczę w swoim życiu realną zmianę?”

To pytanie towarzyszyło mi przez długie lata, podczas których miałam wrażenie, że nic się nie zmienia… Okazuje się jednak, że a) nie było to prawdą (po prostu okres inkubacji pewnych decyzji zajmuje czas i na powierzchni może nie być jeszcze nic widać, ale coś w nas dojrzewa do ruchu) i b) po prostu zwyczajnie obierałam (oczywiście nieświadomie) określoną ścieżkę, która prowadziła do tego upragnionego „innego”. I z czterech dostępnych wybierałam tę najbardziej bolesną…

Co sprawia, że jesteśmy gotowe na zmianę w życiu?

Dróg do zmiany jest równie wiele co motywacji. Mówi się czasem, że zmiana przychodzi z inspiracji lub desperacji. Mi natomiast bliżej do perspektywy, że zmiana przychodzi, gdy czujesz się:

safe enough,
supported enough,
ready enough,
or in pain enough.

Wystarczająco bezpieczna, wystarczająco wspierana, wystarczająco gotowa. Albo gdy ból staje się wystarczająco silny.

Zmiana to zawsze taniec tych czterech elementów. Jednak choć tancerzy jest tu czwórka, to zdecydowanie najczęstszym motorem napędowym dla zmian jest… ból. Coś już tak nas gniecie, że nie da się tego dłużej wytrzymać. I nie jest to przyjemne miejsce!

Gdy jednak nałożyć na to filtr radykalnej odpowiedzialności - przez który wszystko co wydarza się w naszym życiu jest naszą kreacją (więcej o tym następnym razem!) - to pojawia się pytanie: co innego mogę dla siebie stworzyć niż ból i cierpienie, które potrzebują dojść do takich rozmiarów, że czuję, że umrę, jeśli coś się nie zmieni?

Czy to ból musi być tym, co w końcu popycha mnie do ruchu? Czy naprawdę muszę dojść do ściany, żeby coś zmienić? Jak inaczej mogę ruszyć z miejsca?

Bo tak, ból jest silnym motywatorem, ale bywa też cholernie trudny i drenujący zasoby — a przecież tych potrzeba do budowania Nowego.

Jak wprowadzać zmiany w życiu z miejsca wsparcia i bezpieczeństwa?

Skoro mamy jeszcze trzy inne parametry, to powstaje pytanie: czy możliwe jest coś innego? Co jeśli zmiana może się wydarzyć z miejsca wsparcia, gotowości i bezpieczeństwa, a nie bólu?

Może więc obok pytania „jak zmienić swoje życie?” warto postawić też inne: „czego potrzebuję, żeby poczuć się wystarczająco bezpiecznie i zrobić pierwszy krok?”.

Jakby to było kreować zmianę nie dlatego, że coś nas tak bardzo boli, ale dlatego, że czujemy się wystarczająco bezpieczni, gotowi i wsparci?

Jakby to było pracować nad zmianą, mając zasoby, zamiast starać się nalać z pustego naczynia?

Jakby to było wprowadzać zmiany, czując się bezpieczna?

Jakby to było zmieniać coś i czuć, że masz wokół siebie mnóstwo wsparcia?

Welcome to the new conversation on change.